» Blog » Zawsze pozostaniesz sobą [notka o LARP-ach]
15-08-2011 21:14

Zawsze pozostaniesz sobą [notka o LARP-ach]

W działach: LARP, przemyślenia | Odsłony: 68

Kompromis między umownością a immersją zawsze był trudnym orzechem do zgryzienia przez organizatorów LARP-ów. Mam jednak wrażenie, że powyższy dylemat odchodzi w zapomnienie (przynajmniej w niektórych kręgach) a immersja jest celem numer uno.

Sam nie wiem, czy cieszyć się, czy nie.

Zawsze byłem fanem immersji. Stroje, charakteryzacja, rekwizyty, dekoracje - ten cały rozmach towarzyszący LARP-om zawsze mnie kręcił. Lubiłem (i robiłem) LARP-y WYSIWYG - dostajesz to co widzisz. Na LARP-ach stanowiących odstępstwo od tej zasady promowałem (choćby w swoim cyklu artykułów) jasne sprecyzowanie tego, co jest w grze a co nie.

Kręciły mnie czadowe lokalizacje i optymalne wykorzystanie dostępnej przestrzeni. Jeden z najfajniejszych LARP-ów który zrobiłem z ekipą działu WoD dział się w szkole - ponieważ konwent też był ulokowany w szkole. Jeden z najfajniejszych LARP-ów dla znajomych dział się w terenie, na ulicach Warszawy i wykorzystywał otoczenie jako element gry.

I to wszystko - fajne rekwizyty, stroje, lokacje - jest fajne i będę tego bronił, ponieważ służy budowaniu atmosfery, większej immersji i czystej przyjemności z gry. Natomiast są takie aspekty immersji i WYSIWYG które mnie frapują. I czasem mam wrażenie, że tylko mnie, bo nie spotkałem się z większą refleksją na ten temat.

Klasyczne RPG oferuje nam grę kimś, kim nigdy nie będziemy - od bitnych rycerzy i cyberżołnierzy po potężnych magów i przebiegłych polityków. Możemy odgrywać nie tylko ludzi, ale i elfy, orki, cyborgi, droidy, wilkołaki, wampiry... Urokiem RPG zawsze było to, że każdy może być każdym. Cichy nastolatek może wcielić się w wyszczekanego szermierza - nawet, jeśli nie jest w stanie odgrywać tego w 100% przekonująco, to reszta ekipy przymknie na to oko, chłopak rzuci kostkami i (dzięki wysokim współczynnikom) test mu się uda. Czemu w przypadku LARP-ów miałoby być inaczej?

Jest jeden zasadniczy powód. Tradycyjne LARP-y rozgrywają się przede wszystkim na płaszczyźnie społecznej i oczywiście w tym zakresie mechanika ustępuje pola odgrywaniu. Cichy nastolatek nigdy nie będzie wpływowym politykiem, bo najzwyczajniej w świecie nie przekona innych do swojej persony.

Cóż, bywa. Jest to kompromis na którym zostały zbudowane LARP-y i nie da się tego zmienić.

Ale LARP-y zwykle umożliwiały takim niewygadanym graczom dobrą zabawę - dając im do dyspozycji inny zestaw ról. Podobnie zresztą, jak w tradycyjnym RPG, mogliśmy grać mięśniakiem, magiem, może zabójcą albo złodziejem... I tu niestety zasada WYSIWYG i odejście od mechanik umownych pokazuje swoje szpony.

Grasz rycerza i chcesz mu spuścić łomot? Proszę, masz miecz piankowy - walnij go... jeśli dasz radę. Grasz złodzieja, i masz ukraść określony przedmiot? Jasne, tam jest, weź go sobie... jeśli potrafisz. Potrzebujesz go otruć, panie zabójco? Proszę bardzo, wsyp mu ten proszek do napoju... jeśli zdołasz. Nawet bycie magiem może wymagać rzucania w przeciwnika piłkami tenisowymi albo czegoś równie zabawnego.

To przeniesienie umiejętności z postaci na gracza coraz bardziej faworyzuje graczy nie tylko wygadanych, ale też sprawnych fizycznie czy posiadających określone talenty (och, jakbym ja chciał zobaczyć znajomego erpegowca - będącego iluzjonistą i kuglarzem - na LARP-ie w roli zabójcy/złodzieja).

Problem wyostrza się, gdy gracz mający być wielkim wojownikiem wybitnie sobie nie radzi z walką, albo gracz wcielający się w chuderlawego bankiera macha mieczem lepiej, niż Conan Barbarzyńca. I co, usłyszą od organizatorów "sorry, nie możesz grać tą postacią, bo jesteś za cienki/za dobry"?

Oczywiście, można się bawić grając postacią nie mającą odpowiednich umiejętności (co koresponduje z ich brakiem u gracza). LARP-y niekoniecznie muszą polegać na wygrywaniu (choć obserwując niektórych graczy odnoszę wrażenie, że nie wszyscy to wiedzą). Czasem sporą frajdę można mieć z odgrywania postaci ułomnej, która sobie nie radzi. Można znaleźć sobie ciekawą niszę, która pozwala wykorzystać nasze talenty - jeśli na przykład dogadamy się z organizatorem LARP-a i przemycimy nań nietypową rolę.

Problem polega na tym, że czasem chciałoby się mieć wybór. "Zawsze gram fatalnym wojownikiem, bo nie potrafię machać mieczem" brzmi jednak kiepsko. A mimo to, mało kto zauważa ten problem.

Nie ma jednej, sprawdzonej recepty na rozwiązanie tego problemu. Można oczywiście zrezygnować z pełnego odgrywania na rzecz bardziej umownej mechaniki - ale gdy na piedestale stawiamy immersję, nie możemy sobie pozwolić na takie odstępstwa. Wybaczcie, kamień-papier-nożyce, tym razem musimy grać bez was.

Oczywiście, możemy w grze dawać wyraźne handicapy tym, którzy mają określoną postać - np. wojownik ma dwa razy więcej punktów życia, niż mag, który z kolei może walczyć tylko sztyletem. To nieco wyrównuje szanse starego mistrza lateksowego miecza (tu w roli maga ze sztyletem) przeciw żółtodziobowi który zapragnął być wojownikiem.

Organizatorzy mogą też przygotować rolę, która jest bardzo fajna, i nie wymaga specjalnego talentu. Np. szef przestępczej szajki nie jest szefem dlatego, bo najlepiej radzi sobie w kradzieży albo najmocniej może przywalić, lecz dlatego, że zna sekrety każdego ważniaka w mieście.

A może organizator może wyrzeźbić coś z talentu, który posiadamy? Potrafimy dobrze grać na instrumencie - wcielimy się w znanego (naprawdę znanego - org już o to zadba) barda, którego talent jest szanowany. Nawet, jeśli gracz wcielający się w muzykanta jest cichym mrukiem, istnieje spora szansa, że sobie poradzi mając takie ułatwienie - i przy okazji będzie mógł odgrywać fajną postać. To wymaga jednak dobrego kontaktu z orgami, co niestety nie zawsze jest standardem.

Handicapy fabularne sprawdzają się dobrze na LARP-ach, w których mechanika jest bardzo marginalna. Pieniądze, ludzie, wiedza, zasoby, znajomości - to wszystko możemy potraktować jako ułatwienie dla naszych graczy.

Niestety, często staje się odwrotnie - jak ktoś jest wyszczekany i w dodatku potrafi się bić, to pewnie dostanie ważną rolę na LARP-ie (a rola ważna zwykle wiąże się z masą fabularnych bonusów). Siła przebicia okazuje się być potrzebna już na etapie starania się o rolę.

Koniec końców, wszystko sprowadza się do organizatorów. Nawet, jeśli na LARP-ie ma obowiązywać totalna immersja, wciąż gracze "gorsi" mogą się dobrze bawić - wystarczy tylko, że organizatorzy pomyślą o tych graczach i zaproponują im jakąś alternatywę. Jest tylko jeden warunek - musi im się chcieć. Inaczej zawsze pozostaniesz sobą.

Komentarze


Kastor Krieg
   
Ocena:
+1
Yup, dokładnie o tym pomyślałem widząc niedawne ogłoszenia LARPowe.

Osobiście, jako organizator LARPów, preferowałem zawsze mechaniki szybkie w rozwiązaniu sporu i przekazujące zarówno zwycięzcy jak i przegranemu możliwość opisania / odegrania tego, co się stało. Dzięki temu, a także mimo tego (abstrahowania od faktycznych talentów gracza), wszyscy pozostają w immersji, jednocześnie oddziałując na świat zgodnie ze wspólnym wyobrażeniem o swojej postaci. Co, z kolei, nie wybija z immersji pozostałych graczy tak, jak czyniłby to księgowy-szermierz.
15-08-2011 22:17
Albiorix
   
Ocena:
+3
W larpach WoDowych bez mechaniki ni idut bo po prostu strasznie ciężko się odgrywa niewidzialność czy akcelerację ;)
15-08-2011 23:07
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
16-08-2011 01:54
~Kula

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Cóż. Tym się różnią LARPy od RPG. Termin "gra wyboraźni" w tych pierwszych raczej ogranicza się do tego "gdzie i kiedy" - w RPG "kim".

Nie istnieje sposób na to, aby młoda dama o wysokim BMI i nienachalnej urodzie otrzymawszy postać zgrabnej i powabnej elfki była w tej roli wiarygodna.

Pamiętam swego czasu wielką dyskusję na forum Orkonu, czy wprowadzać skill "przekradanie się".

Na szczęście zwyciężył zdrowy rozsądek :)
16-08-2011 11:24
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Wysokie BMI nie implikuje niezgrabnej sylwetki.
16-08-2011 11:28
Gerard Heime
   
Ocena:
+5

Cóż. Tym się różnią LARPy od RPG. Termin "gra wyboraźni" w tych pierwszych raczej ogranicza się do tego "gdzie i kiedy" - w RPG "kim".
Moim zdaniem owo live action odróżniające LARP-y od RPG nie implikuje wcale tego, co piszesz.

Nie istnieje sposób na to, aby młoda dama o wysokim BMI i nienachalnej urodzie otrzymawszy postać zgrabnej i powabnej elfki była w tej roli wiarygodna.

A to ciekawe. Czy jako organizator LARP-a, gracza do roli elfa wybierasz po sylwetce i wzroście? Czy każdy krasnolud i niziołek musi się mieścić w metr pięćdziesiąt, czy może standardy są bardziej liberalne?

No do jasnej ciasnej. Widziałem już na LARP-ach superbohaterów, wilkołaki, cyborgi czy insze droidy, olbrzymy, trolle, wróżki-zębuszki, ożywione posągi, spersonifikowane idee, garść naprawdę dziwnych istot mitycznych i co najmniej kilka tuzinów samurajów, którzy wcale nie mieli metra sześćdziesiąt wzrostu i skośnych oczu (jakoś na to nikt nie zwraca uwagi).

Jeśli ktoś potrafi wyobrazić sobie, że duży namiot to karczma, że piłka tenisowa to fajerbol, albo że kawał włókna węglowego oklejony karimatą to miecz wykuty w wulkanicznej lawie, to chyba nie sprawi mu problemu widok grubiutkiego elfa. Zwłaszcza, jeśli będzie odpowiednio zagrany (ukłony dla lucka, który udowodnił nie raz, że tak się da).

Na szczęście zwyciężył zdrowy rozsądek :)
...i okazało się, że gracz grający stuletnim staruszkiem jest najlepszym rangerem na LARP-ie? ;-)

Jasne, są problemy, których czasem nie da się przeskoczyć.

Ale może czasem wystarczy być odrobinę kreatywnym...

Tu przypomina mi się LARP/symulacja w stylu Splinter Cell której akcja działa się w nocy. w "strażnicy" mieli broń ASG, ciężkie plecaki, przyciemnione gogle i musieli zawsze nosić włączone latarki. "agenci" nie byli uzbrojeni, ale mieli luźne maskujące ciuchy i nie mieli ograniczeń takich jak "strażnicy". By wyeliminować strażnika, musieli zabrać glowstick, który miał przypięty do plecaka.

Da się wymyślić coś fajnego? Da. Jasne, powyższe rozwiązanie pasuje tylko do określonej konwencji, ale pokazuje jak manipulując warunkami LARP-a można wykombinować naprawdę fajne rozwiązanie, wprowadzające balans stron.

Z własnego doświadczenia wiem, że najczęściej organizatorzy po prostu nie myślą o takich rzeczach... lub im się nie chce. Przyzwyczaili się do takiego stanu rzeczy i nie zamierzają niczego zmieniać.

Żeby nie być niekonstruktywnym.

Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację. Robię LARP-a terenowego, na którym jednym z elementów ma być skradanie się, zwiad itepe.

Chcę w jakiś sposób wyróżnić ten element i sprawić, by gracze którzy wybrali postacie rangerów/łotrzyków rzeczywiście sobie z tym radzili.

Oto kilka luźnych pomysłów, które bym starał się wdrożyć:

a) tylko zwiadowcy mają prawo nosić kamuflaż, stroje w barwach ziemi, itp. Pozostali są skazani na stroje jasne, krzykliwe i jaskrawe (co można fajnie wpasować w klimat LARP-a, o ile się to przewidzi odpowiednio wcześnie). Gracze, poinformowani z wyprzedzeniem, będą mieli szansę przygotować odpowiedni strój.

b) zwiadowcy jako jedyni mają prawo przed startem LARP-a zwiedzić teren gry, obejrzeć sobie skróty, poszukać kryjówek. To im da przewagę w trakcie.

c) jeśli chcę jeszcze bardziej podkreślić różnicę między zwiadowcą a ciężkozbrojnym wojownikiem, mogę wprowadzić "magiczne skróty". Miejsce takie jest obsadzone przez duszka (czy innego orga technicznego), który ma polecenie przepuszczać tylko zwiadowców. Wojownik musi dreptać dookoła. Od razu wyjdzie nam, że wokół tych miejsc organizowane będą zasadzki, itp. nieprzyjemności, co tylko doda LARP-owi uroku, kosztem niewielkiego zawieszenia niewiary.

d) jeśli prowadzimy grę, w której drużyna jest związana z duszkiem i nie powinna się rozdzielać, zwiadowcy są jedynymi postaciami, które mogą swobodnie opuszczać drużynę na jak długo chcą.

e) jeśli chcemy dać więcej szans graczom, którzy mają ukrywać się po krzakach, warto by LARP kończył się dopiero po zmierzchu. Naturalne ciemności ułatwią zadanie zwiadowcom.

Kurcze, naprawdę jest sporo możliwości. Ja to wszystko wypisałem w ciągu 5 minut...
16-08-2011 20:55
Zula
   
Ocena:
+6
Jasne, niemożliwym jest stuprocentowo realistyczne odgrywanie karła mając dwa metry wzrostu, tak samo jak niemożliwym jest odgrywanie szczupłej kurtyzany będąc w zaawansowanej ciąży albo maratończyka, jeśli życie nam dokopało i sparaliżowało od pasa w dół. - A jednak, jeśli nie decydujemy się na ustąpienie wyobraźni, to większość mankamentów fizycznych możemy i tak zatuszować na potrzeby roli. Ot, charakteryzacją czy strojem. Peruki, buty na koturnach, tony makijażu... Skoro możliwe jest stanie się wiarygodnym, zielonym goblinem czy osobą starszą o czterdzieści lat, to dlaczego odpowiednio ulokowany czas i środki finansowe miałyby nie pomóc w optycznym wyszczupleniu i "wyelfieniu" jakiejś pulchnej larpiarki? Wiele rzeczy można, jeśli się chce, chociaż oczywiście nie obywa się to bez pewnej dozy umowności i zrozumienia ze strony współgraczy. (Nie krzyczymy rzeczy w stylu: "Twoja zbroja jest z kartonu!")

Wierzę w upór i zdrowy rozsądek podczas wyboru postaci. (Tak, macie rację, czasem jestem zawiedziona.) Wiem, że czasem sięga się po nie ze względu na marzenia, które nigdy nie zostaną zrealizowane w rzeczywistości. Wiem też, że jeśli ludziom na tym zależy, potrafią być dzięki swej grze bardziej przekonujący niż osoby z lepszymi predyspozycjami fizycznymi. Dlatego sądzę, że błędem jest zabranianie graczom sięgania po pewne role ze względu na mankamenty fizyczne. Mistrz Gry może wymagać określonego wyglądu, jasno wskazującego na rasę/klasę/cokolwiek postaci. Ale dla współgraczy i MG ważny jest rezultat, natomiast od gracza zależeć będzie, czy to jego urok własny, czy cztery godziny sam na sam z zestawem "młody charakteryzator", stworzą dobrą rolę.

A to, co jest związane z nieśmiałością gracza lub brakiem charyzmy? Cóż, z jednej strony nie wyobrażam sobie obsadzania w roli oratora człowieka, który ma problemy z jąkaniem. Z drugiej, nienawidzę Mistrzów Gry, którzy tym bardziej upokarzają część graczy, jakby wedle zasady "To twój pierwszy larp i masz problemy ze znalezieniem miejsca w grupie? Ok, to damy ci jakąś fajną postać poboczną. Na przykład drzewo." albo "Dobra, jakby ktoś jeszcze nie zauważył, że jesteś PIERDOŁĄ, podkreślimy tę pierdołowatość specjalną mechaniką wyrównującą szanse". A przecież można po prostu podejść do sprawy z rozsądkiem, rozdawać role wedle zalet graczy i niekiedy ustępować pod naporem, jeśli ktoś naprawdę chce się przetestować, bo jest to dla niego ważne. (Nie mówię to o rozwiązaniach mechanicznych rozróżniających typy postaci, magów od wojowników, etc., tylko o indywidualnym podejściu MG-gracz przy rozdawaniu ról i podczas gry.)

Dla mnie larpowanie zawsze było okazją do zdobywania nowych umiejętności. Jeśli chciałam grać divę operową, to uczyłam się arii. Jeśli grałam Hinduską, to ćwiczyłam wiązanie sari i kłanianie w pięciu wersjach. A jeśli zamierzałam strzelać, cóż, widać nadszedł najwyższy czas, by sięgnąć do ASG i pomaltretować kilka puszek w pobliskim parku, prawda? Larpy nauczyły mnie wielu rzeczy, ponieważ wychodziłam z założenia, że skoro czegoś nie potrafię podczas gry, to wynika to ze mnie, a nie z "braku równych szans". Wielu moich znajomych dzięki tym grom otworzyło się, starło z własną nieśmiałością, przestało mieć problemy z improwizacją. I to jest super, że uwierzyli w siebie - nawet jeśli zrobili to, bo "musieli".
16-08-2011 22:44
~Kula

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
"Dobra, jakby ktoś jeszcze nie zauważył, że jesteś PIERDOŁĄ, podkreślimy tę pierdołowatość specjalną mechaniką wyrównującą szanse"

myślę, że Zula napisała wszystko co można na temat mechaniki przekradania i wypisanych w 5 minut sposobów zamaskowania w/w pierdołowatości.

Z tego co napisałeś, traktujesz LARPy jako bez mała, zajęcia wyrównawcze dla upośledzonych, gdzie każdy możę być każdym i może móc wszystko.

Bo inaczej może być mu przykro.

Otóż, wyobraź sobie, nie może - choćbyś pękł.

Ustalmy jedno - pisząc o wiarygodności rzeczonego dziewczęcia w roli elfki, twierdzę, że nie tyle z mojej, ile z perspektywy graczy, nie będzie wiarygodna.

Kwestia wiarygodności i umowności świata jest subtelna i nie powinieneś jej spłaszczać w ramach retorycznych zabiegów w stylu "Jeśli ktoś potrafi wyobrazić sobie, że duży namiot to karczma, że piłka tenisowa to fajerbol, albo że kawał włókna węglowego oklejony karimatą to miecz wykuty w wulkanicznej lawie, to chyba nie sprawi mu problemu widok grubiutkiego elfa".

Otóż stanowi. Tak samo białe adidasy stanowią gigantyczny problem u maga rzucającego fireballa piłką tenisową, co już problemem nie jest dla nikogo.

"Czy jako organizator LARP-a, gracza do roli elfa wybierasz po sylwetce i wzroście? Czy każdy krasnolud i niziołek musi się mieścić w metr pięćdziesiąt, czy może standardy są bardziej liberalne?"

Jeśli na osi FABUŁA / MECHANIKA gra ma jest osadzona bliżej tego pierwszego bieguna - Tak, wybieram po sylwetce i wzorście. Do roli goblinów staram się wybierać ludzi drobniejszych i niższych, do ról elfów - wyższych i szczuplejszych.

Na takiej samej zasadzie jak robią to reżyserzy w na scenie. Są uzasadnione powody, dla których to Brad Pitt, a nie Cezary Żak grywa przystojniaków.

Dlaczego? Otóż, publiczność ma taką wadę, że życzy sobie oglądać przystojniaków w rolach przystojniaków.

W LARPie, jak to ktoś ładnie w Skandynawii powiedział, jesteśmy aktorami i publicznością naraz. Ergo:

W rolach przystojniaków chcemy oglądać przystojniaków, żebyśmy z 10 metrów mogli się zorientować któy to "piękny książę", którego wg karty postaci mamy ustrzelić z łuku bo pohańbił nam ulubioną jałówkę.

Celując w Cezarego Żaka, mógłbym zmarnować kupioną za całe klanowe pieniądze Magiczną Strzałę i uwierz mi, jako gracz na twoim LARPie, byłbym z tego powodu nader nierad, gdybym po grze się dowiedział, że to nie Brad, a stojący obok Cezary byli owym księciem, a rolę przydzieliłeś, bo Cezar co prawda nie potrafi się obejść bez 7 kebabów dziennie, ale zawsze chciał zagrać pięknego księcia do którego dziwice lgnęły chętniej niż do jednoroców. Tak więc, w ramach szeroko pojętego humanizmu, postanowiłęś jako dobry Mistrz Gry uleczyć jego traumy i spełnić marzenia.
Przy okazji - psując grę mi.

Osobiście, jako gracz, nie byłem nigdy typem przepaka, tak więc nigdy nie pchałem się do ról wojowników i rangerów. Grałem kapłanów, magów, karczmarzy, małorolnych chłopów, szpiegów, kanclerzy na zamkach, bibliotekarzy, techników i pilotów statków kosmicznych, więziennych psychologów a kilkanaście kilo temu, nawet elfów.

Wniosek - dla każdego znajdzie się rola, która będzie kompromisem jego aparycji i charakteru, a wymogami postaci.

To, czego moim zdaniem Mistrzom Gry brakuje - to ochoty i czasu na BRIEFING.

To jest grzech główny.

Często wystarczy 10 minut rozmowy z graczem. Wystarczy poznać tego człowieka choć trochę by dobrać ( a czasem i stuningowania) rolę dla niego.

W której Gracz poczuje się dobrze, a świat go zaakceptuje.

p.s.

Druga strona medalu - Jeśli gra jest bliższa terenówce, gdzie mechanika jest ważniejsza od odgrywania i fabuły (czyli fabularyzowane CTFy i pochodne gry) to nie ma takiej potrzeby i niech każdy gra czym chce. Nikomu to nie robi czy krasnolud jest gruby czy chudy, a elf najpiękniejszy w świecie.

17-08-2011 09:24
Gerard Heime
   
Ocena:
+5
Ostrzegam, że będę ciął trochę cytaty by post nie wyszedł za długi.

@Zula
A jednak, jeśli nie decydujemy się na ustąpienie wyobraźni, to większość mankamentów fizycznych możemy i tak zatuszować na potrzeby roli.

Mankamenty fizyczne swoją drogą. To są tylko kwestie wizualne, powierzchowne. Przyznam szczerze, że tu stoję w całkowitej opozycji do Kuli. Wygląd gracza jest dla mnie praktycznie bez znaczenia.

Natomiast to o czym napisałaś, to po prostu element przygotowania się do roli... i wydaje mi się normalnym, że jeśli organizator LARP-a ładuje masę wysiłku w to, żeby wypadł jak najfajniej, to z drugiej strony gracz też powinien dać z siebie wszystko.

Dla mnie większym problemem jest to, gdy predyspozycje gracza wpływają na mechanikę gry.

Wierzę w upór i zdrowy rozsądek podczas wyboru postaci. (Tak, macie rację, czasem jestem zawiedziona.)
Rzekłaś prawdziwie, siostro!

Z drugiej, nienawidzę Mistrzów Gry, którzy tym bardziej upokarzają część graczy, jakby wedle zasady "To twój pierwszy larp i masz problemy ze znalezieniem miejsca w grupie? Ok, to damy ci jakąś fajną postać poboczną. Na przykład drzewo."
To się niestety zdarza aż za często.

Dobra, jakby ktoś jeszcze nie zauważył, że jesteś PIERDOŁĄ, podkreślimy tę pierdołowatość specjalną mechaniką wyrównującą szanse
Bez przesady.

Ja mam prostą zasadę: graczom bardzo doświadczonym rzadko kiedy daję naprawdę potężne postaci. Czemu? Bo w przeciwnym razie jest ryzyko, że LARP zamieni się w teatr kilku gwiazdorów, którzy zepchną w cień resztę graczy i będą ich ustawiać po kątach. Widziałem to nie raz.

Ale tak samo staram się robić w drugą stronę - warto czasem dać początkującemu graczowi większe możliwości by zobaczyć jak sobie poradzi z tym wyzwaniem. Raczej małe szanse, że popsuje innym grę, a może wyjść z tego coś ciekawego. No i przede wszystkim unikamy sytuacji, gdy ktoś dostaje rolę "drzewa".

I tu małe wyjaśnienie, większość moich pomysłów dotyczących balansowania odgrywania i mechaniki dotyczyła rozwiązań całościowych (wszyscy rangerzy dostaną ułatwienie) niż jednostkowych (ty jesteś pierdołą, więc damy ci ghillie suit).

A przecież można po prostu podejść do sprawy z rozsądkiem, rozdawać role wedle zalet graczy i niekiedy ustępować pod naporem, jeśli ktoś naprawdę chce się przetestować, bo jest to dla niego ważne
Jakie to by było fajne gdyby zawsze to działało na LARP-ach...

Dla mnie larpowanie zawsze było okazją do zdobywania nowych umiejętności. Jeśli chciałam grać divę operową, to uczyłam się arii. Jeśli grałam Hinduską, to ćwiczyłam wiązanie sari i kłanianie w pięciu wersjach. A jeśli zamierzałam strzelać, cóż, widać nadszedł najwyższy czas, by sięgnąć do ASG i pomaltretować kilka puszek w pobliskim parku, prawda?
Z całym szacunkiem Zula, ale niestety tak to nie działa.
Jasne, można poćwiczyć przez jakiś czas by poudawać że coś się potrafi. Ale jeśli natrafisz na kogoś, kto faktycznie posiada daną umiejętność, to niestety wychodzi straszna dysproporcja.

Mój znajomy, Kret, kiedyś wrzucił na Poltera ogłoszenie o LARP-ie political fiction. Wkurzyło mnie niemiłosiernie to, co on napisał w kwestii wymagań od graczy. Mianowicie, pojawiała się tam znajomość stosunków międzynarodowych, protokołu dyplomatycznego... a wkurzyło mnie to dlatego, że studiowałem wtedy SM już od kilku lat i nie wyobrażałem sobie, jak ktoś może wymagać czegoś takiego od graczy. Podejrzewam, że LARP jeśli się odbył, miał koniec końców mało wspólnego ze wspomnianymi zagadnieniami, bo sprowadzał się właśnie do takiego udawania, że się na tym znamy.
(jakiś czas później organizowaliśmy na studiach grę negocjacyjną, czyli właśnie takiego LARP-a, i zajęło nam to kilka ładnych miesięcy przygotowań... rezultaty które osiągnęła druga ekipa były dość komiczne: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadom osci/1,80708,7182075,Wpadka__Polity k i___czyli_studenci_podpisali_porozu m ienie.html kto mnie znajdzie na zdjęciu? :))

Larpy nauczyły mnie wielu rzeczy, ponieważ wychodziłam z założenia, że skoro czegoś nie potrafię podczas gry, to wynika to ze mnie, a nie z "braku równych szans". Wielu moich znajomych dzięki tym grom otworzyło się, starło z własną nieśmiałością, przestało mieć problemy z improwizacją. I to jest super, że uwierzyli w siebie - nawet jeśli zrobili to, bo "musieli".
Oczywiście się zgadzam, to bardzo fajny efekt.


@Kula
Z tego co napisałeś, traktujesz LARPy jako bez mała, zajęcia wyrównawcze dla upośledzonych, gdzie każdy możę być każdym i może móc wszystko.
Wydaje mi się, że gdzieś po drodze się nie zrozumieliśmy, skoro wyciągnąłeś takie daleko posunięte i mylne wnioski...

Może dla ułatwienia dyskusji postawię swoje założenie w jak najprostszej formie: uważam, że mechanika LARP-a oparta w większości na odgrywaniu (np. sprawnościowa) jeśli nie zostanie odpowiednio sztucznie zbalansowana, będzie prowadziła do nadużyć które będą psuły fabułę LARP-a. Będzie to też prowadziło do faworyzowania jednych graczy kosztem drugich.

Nie trudno jest mi wyobrazić sobie taką scenkę, w której żebrak ze sztyletem pokonuje postać rycerza, która miała być "największym wojownikiem w królestwie" i tym samym totalnie burzy Twoją koncepcję fabuły LARP-a.

Z perspektywy czasu, jako MG, zastanawiasz się, co poszło nie tak...

Przyszedł do Ciebie gracz po rolę. Pytasz się go - potrafisz machać piankowym mieczem? Nie no, jasne, oczywiście (przynajmniej tak mu się zdawało). W dodatku wyglądał na solidnie zbudowanego i miał rekwizyt typu zbroja, więc pasował do roli wizualnie.

Przyszedł do Ciebie gracz po rolę. Taki niepozorny dość, żylasty człowiek metr sześćdziesiąt. Powiedział, że z chęcią zagra jakąś taką mniej potężną posyać, która ma trudniej w życiu. Świetnie, pomyślałeś - dam mu żebraka. Gracz nie przyznał się do tego, że świetnie walczy nożem, bo ćwiczy krav magę czy coś równie uroczego. Po prostu w ogóle nie było to dla niego istotne, a Ty nie zapytałeś.

I pech chciał, że żebrak napatoczył się pod nogi rycerza, rycerz postanowił dać mu nauczkę, żebrak ze sztyletem zrobił mach, ciach... trup na miejscu.

A przecież żaden nie chciał celowo oszukać, celowo wykorzystać mechaniki do swoich celów.

Zastanówmy się co by było, gdyby chciał exploitować mechanikę!

Ustalmy jedno - pisząc o wiarygodności rzeczonego dziewczęcia w roli elfki, twierdzę, że nie tyle z mojej, ile z perspektywy graczy, nie będzie wiarygodna.

Tak jak napisałem, widziałem już takich graczy, którzy mimo braku fizycznych predyspozycji byli w stanie doskonale odegrać określoną rolę. Wymieniłem tu choćby lucka, którego widziałem w naprawdę różnych rolach, z elfem włącznie. A smukły to on nie jest...

Otóż stanowi. Tak samo białe adidasy stanowią gigantyczny problem u maga rzucającego fireballa piłką tenisową, co już problemem nie jest dla nikogo.

Mam wrażenie, że nasze problemy w porozumieniu mogą wynikać poniekąd z wywodzenia się z różnych środowisk LARP-powych. Ja zawsze kręciłem się w środowisku LARP-ów teatralnych, z raczej umowną mechaniką, gdzie stroje wcale nie były obowiązkowe (więc owe białe adidasy nie raziły) i gdzie odgrywanie kogoś o innych parametrach fizycznych nie było niczym dziwnym.

Dopiero z czasem rozpoczęła się wędrówka w stronę immersji, i mechanik opartych o odgrywanie, wyszukanych strojów, charakteryzacji itd. Poniekąd pod wpływem gier terenowych, poniekąd na skutek wpływów z zagranicy.

Na takiej samej zasadzie jak robią to reżyserzy w na scenie. Są uzasadnione powody, dla których to Brad Pitt, a nie Cezary Żak grywa przystojniaków.

Na szczęście reżyserowie teatralni czy filmowi nie są tacy powierzchowni w swoim wyborze aktorów jak Ty i wybierają ich pod kątem wielu cech, a nie tylko wyglądu. Świetnie to widać w przypadku ekranizacji, gdy aktor nie jest zbyt podobny do swojego pierwowzoru - ale za to umie grać (i w drugą stronę - tępa gwiazdeczka sobie nie poradzi z trudną rolą).

Zastanówmy się przez chwilę nad pewnym problemem.

Musisz obsadzić na LARP-ie rolę pewnego księcia. Książę w zamyśle ma być przystojny, charyzmatyczny i w dodatku machać mieczem jak sam huragan (taki Jaimie Lannister się kłania).

Zgłasza Ci się trzech graczy.

Pierwszy - niezbyt przystojny, piankowym mieczem nigdy nie machał, ale za to jest fenomenalnie wygadany i roztacza wokół siebie aurę pewności siebie.

Drugi - przystojny jak diabli, ale milczek, i w dodatki chuchro straszne, nie sądzisz by był w stanie walczyć sprawnie.

Trzeci - typ cichego LARP-owicza, który od pierwszych Orkonów macha bezpiecznym mieczem, i może stłuc każdego na kwaśne jabłko. Niestety ani dobrze nie wygląda, ani nie odnajduje się najlepiej w rolach społecznych.

I teraz pytanie, jak wybrniesz z tej sytuacji?

Księcia można odpowiednio ubrać i ucharakteryzować, by się wyróżniał (jeśli to o samo wyróżnianie się z tłumu chodzi). Można przepisać jego opis, by dostosować postać pod gracza - musimy zdecydować, co dla nas jako MG jest najważniejsze w tej postaci. Fizyczny opis postaci (który trafi do innych uczestników gry) można napisać pod gracza. Można dwóm delikwentom zrobić szkolenie z machania mieczem i/lub dać im jakieś handicapy wynikające z tego, że są uber-mistrzami miecza - jeśli tego wynika fabuła, by rzeczywiście rzezali w walce wręcz.

To, czego moim zdaniem Mistrzom Gry brakuje - to ochoty i czasu na BRIEFING.
Niestety jeden z wielu grzechów MG.

Często wystarczy 10 minut rozmowy z graczem. Wystarczy poznać tego człowieka choć trochę by dobrać ( a czasem i stuningowania) rolę dla niego.
Zaryzykowałbym stwierdzenie, że jeśli chcemy rzeczywiście zrobić takiego idealnego LARP-a, gdzie każdy ma zajebiście dobraną rolę pod siebie, gdzie parametry fizyczne gracza wcale nie przeszkadzają a wręcz nakręcają fabułę, to musimy przeprowadzić przed grą solidny wywiad z graczem i stworzyć postać razem z nim.
17-08-2011 12:03
Zula
   
Ocena:
+5
Mam wrażenie, że z racji prowadzenia tej rozmowy przez sieć trudno nam dojść do tego, kto co miał na myśli i poruszamy naraz wiele różnych spraw...
A) Rozdawanie ról przez MG na podstawie wyglądu.
B) Mechanika główna, pomagająca jasno określić różnice między klasami, które wynikają z fabuły, np. wojownicy są wytrzymalsi niż magowie, więc mają trzy trafienia, a magowie jedno.
C) Mechanika dodatkowa, tzw. "wyrównywania szans", dostosowywana na bieżąco do umiejętności graczy np. gdy postać ma wygłosić mowę, a z racji tego, że gracz jest mrukiem, mowę wygłasza za niego MG.

Panowie, w moim odczuciu mówicie o dwóch różnych sprawach. Gerard opowiada o B, a Kula protestuje przeciw C. I według mnie oboje macie rację. Mechaniczne różnice między klasami/profesjami są ważną częścią gier terenowych i umożliwiają dodanie realizmu oraz zbalansowanie rozgrywki. Nie mają nic wspólnego z rozczulaniem się nad poszczególnymi graczami, których matka natura obdarzyła mniej hojnie i robieniem dla nich dodatkowych ułatwień. (Jeśli ktoś jest otyłym wojownikiem, to trzy trafienia w miejsce jednego i tak mu nie pomogą. Skoro chce grać tego typu postaci, to musi się po prostu wziąć w garść, albo przyjąć, że nie daje rady i zrezygnować na rzecz bycia mnichem. Inaczej psuje zabawę sam sobie i wszystkim wokół.)
Co się zaś tyczy "wyrównywania szans" (C), to już napisałam, co o tym myślę i jak mnie drażni. Głównie dlatego, że nie pozwala graczom na nabycie pewnych umiejętności, czy zdobycie doświadczenia. Prócz tego jako ingerencja MG zwykle przerywa rozgrywkę, przypominając wszystkim, że "Pan gubernator to tak naprawdę Maciek, lat 16, nerd z Katowic". A to nie jest fajne ani dla rzeczonego Maćka, ani dla jego współgraczy.

Jeszcze kwestia rozdawania ról. Dobrze, jeśli gracze wyglądają tak, by łatwo było określić ich postaci. Do końca mych dni będę (na larpach terenowych i wszystkich ogłoszonych dużo wcześniej) patrzyła krzywo na elfie księżniczki w t-shirtach i krasnoludów bez doprawionych bród. Przyjmę za to bez zająknięcia i z podziwem zażywną dziewczynę, która przygotuje sobie strój złej, elfiej królowej na takim poziomie(http://images.cosplay.com/photos/2 7/2765706.jpg). Co więcej, uwierzę jej w 100% jako współgracz. Bo nie przeszkadza mi wzrost, waga i brak epickiego piękna. Przeszkadza mi głównie "chcę tę rolę, ale nic ze sobą nie zrobię". Jeśli współgracz swoim wyglądem i odgrywaniem daje mi wystarczająco wyraźne sygnały kim jest, to uważam, że wszystko jest w porządku.

A co z lapami na konwentach? Larpami pełnymi t-shirtów, glanów, jeansów i przypadkowych osób? Cóż, wtedy rozumiem Kulę, że kieruje sie pierwszym wrażeniem. Nie znamy tych graczy, nie zdążymy ich przez najbliższy kwadrans rozdawania postaci poznać. Możemy kierować się ich zapewnieniami ("Jasne, że umiem machać mieczem! Rozwalam wszystkich w WoWie!"), ale nie mamy pewności, czy wyjdzie to grze na dobre, więc oceniamy wszystko na bieżąco po ogólnych zdolnościach społecznych ("Ten gada i żartuje, a tamten żuje gumę w kącie.") oraz... no właśnie, wyglądzie. I chyba nie ma w tym nic złego, że dopasowujemy ich do ról tak, by byli możliwie jak najbardziej wiarygodni.
17-08-2011 12:59
Gerard Heime
   
Ocena:
+3
Dzięki Zula za bardzo sensowny i porządkujący dyskusję komentarz.

Generalnie z większością opinii się zgadzam, poniżej kilka rzeczy z którymi mógłbym polemizować.

Co się zaś tyczy "wyrównywania szans" (C), to już napisałam, co o tym myślę i jak mnie drażni. Głównie dlatego, że nie pozwala graczom na nabycie pewnych umiejętności, czy zdobycie doświadczenia. Prócz tego jako ingerencja MG zwykle przerywa rozgrywkę

Zależy, jak do tego wyrównania szans podejdziesz.

Jeśli masz gracza, który ma grać politycznego intryganta, ale to jego pierwszy LARP i nie czuje się jeszcze pewnie, można mu podrzucić więcej wartościowych informacji o innych postaciach czy np. trochę więcej złota do kiesy.

Jeśli chcesz, by gracz zagrał Conana Barbarzyńcę niezależnie od tego czy dobrze macha mieczem czy nie, daj mu 5 paski życia (podczas gdy zwykły woj będzie miał 3, a mag 1).

Nie mają nic wspólnego z rozczulaniem się nad poszczególnymi graczami, których matka natura obdarzyła mniej hojnie i robieniem dla nich dodatkowych ułatwień.
Ale te ułatwienia są IMO ważne nie tyle ze względu na frajdę jaką dany gracz wyniesie z gry, ale ze względu na fabułę, gdyż jak już wcześniej zasugerowałem, czasem po prostu zależy Ci na tym, by określona postać wypełniła swoją rolę fabularną i trzeba to wesprzeć mechanicznie.

np. gdy postać ma wygłosić mowę, a z racji tego, że gracz jest mrukiem, mowę wygłasza za niego MG.
Mi nie zdarza się ingerować bezpośrednio w fabułę LARP-a np. wygłaszając przemówienie za gracza, jak zasugerowałaś.
Na moich LARP-ach normalne jest to, że podchodzę np. do stojących na uboczu graczy i pytam się, czy się dobrze bawią i dlaczego nie wchodzą w interakcje z innymi. Dlatego też nie widzę nic przeciwko by przy okazji podpowiedzieć coś graczowi, gdy ten jest zagubiony i nie wie co ma robić.

Tak na marginesie, uczestnicy LARP-ów w nowym środowisku mają jeszcze te utrudnienie, że nie znają swoich współgraczy. A ta wiedza się przydaje w trakcie gry - o tym jaki kto ma styl gry, co lubi robić, jak bardzo wygadany czy przebiegły jest. Choć byśmy nie chcieli, podświadomie i tak będziemy się kierowali zdobytą o innych wiedzą w trakcie gry na LARP-ie.

patrzyła krzywo na (...) krasnoludów bez doprawionych bród
De gustibus, mnie strasznie wnerwiają te kiczowate brody krasnoludzkie, które wyglądają jak peruka z PRL-u. Czasem można przecież przełamać schemat tolkienowskiego fantasy i umieścić w grze krasnala-gołowąsa.

Ale mówię to jako człowiek cieszący się naturalnie seksowną brodą, więc może jestem nieobiektywny :-)

Co więcej, uwierzę jej w 100% jako współgracz. Bo nie przeszkadza mi wzrost, waga i brak epickiego piękna. Przeszkadza mi głównie "chcę tę rolę, ale nic ze sobą nie zrobię". Jeśli współgracz swoim wyglądem i odgrywaniem daje mi wystarczająco wyraźne sygnały kim jest, to uważam, że wszystko jest w porządku.
Tu muszę jeszcze raz, indywidualnie podkreślić, że w 100% się z Tobą zgadzam, ponieważ powyższe zdanie powinien sobie wziąć każdy gracz i org do serca :-)

Nie znamy tych graczy, nie zdążymy ich przez najbliższy kwadrans rozdawania postaci poznać.
To jest niestety spory problem. Nie ukrywam, że mi zawsze rozdawanie ról na LARP-ach konwentowych spędzało sen z powiek. Dobór dobrych graczy jest cholernie trudny i myślę, że już pewnym sukcesem jest jeśli się trafiło dobrze w 50% przypadków.

Trzeba niestety nie tylko umieć się dobrze dogadać z kandydatem na postać, ale i mieć doświadczenie LARP-owe by móc trafnie ocenić gracza. Niemniej, LARP-y konwentowe mają to do siebie, że często korzystają z umownych mechanik (co pozwala ograniczyć problem jedynie do interakcji społecznych). Również dobieranie pod wygląd nie jest takim problemem, bo często stosuje się plakietki z oznaczeniami.
Wszystko się sprowadza więc do tego, czy dany gracz udźwignie bardziej wymagającą rolę, czy nie.
17-08-2011 13:59
Ziolo
   
Ocena:
+1
Nie chciałem się wypowiadać w dyskusji, bo ona ma dla mnie czysto akademicki charakter i może być tyle "dobrych rozwiązań" ile gustów. Nikt nikogo nie przekona - i dobrze, bo dzięki temu w środowisku mamy różnorodność.

Nie mogę jednak przejść obojętnie wobec jednej rzeczy, do której wciąż i wciąż, Gerardzie, wracasz. Kilkukrotnie pisałeś o "bardziej wymagających rolach" czy o "potężnych postaciach". To właśnie istnienie takowych jest jedną z najgorszych rzeczy, jakie można zrobić na dowolnym LARPie.

Myślę, że jakby wszyscy robili scenariusze, w których każda postać jest RÓWNA w obliczu gry to wielu z tych problemów, które są tutaj poruszane możnaby uniknąć. Ale to temat na zupełnie odrębną dyskusję, a tutaj miało być krótko.
17-08-2011 14:36
Gerard Heime
   
Ocena:
+3
Obawiam się Zioło, że postulat o tyle słuszny, co niemożliwy do spełnienia w większości typowych konwencji i settingów.

Zawsze będzie ktoś silniejszy i ktoś słabszy, ktoś mądrzejszy i ktoś głupszy, ktoś bogatszy i biedniejszy...

Niekiedy też niektóre role będą bardziej centralne dla fabuły, a niektóre mniej.

Jasne, wiem, że idealnie by było, gdyby każda postać była tak samo ważna - ale rzadko ten ideał się udaje zrealizować.

(Co więcej, struktura postaci głównych i postaci pobocznych pozwala skalować ilość ról do ilości chętnych, o czym zresztą pisałem w swoim cyklu)

Grunt, by zarówno rola księcia jak i rola żebraka była tam samo fajna, ciekawa, oferowała tak samo interesujące wyzwania i frapujące dylematy.
17-08-2011 14:51
Cherokee
   
Ocena:
0
@"Myślę, że jakby wszyscy robili scenariusze, w których każda postać jest RÓWNA w obliczu gry to wielu z tych problemów, które są tutaj poruszane możnaby uniknąć."

Z ogólnoerpegowego punktu widzenia (może w LARP-ach jest inaczej) jest to raczej idea kompletnie nietrafiona. Owszem, można drużynę złożoną ze szlachcica, żebraka i łucznika wrzucić do pełnych goblinów jaskiń, w których wszyscy będą równi wobec zagrożenia. Ale to właśnie możliwość mejknięcia difrensa unikalnymi talentami swojej postaci jest jednym ze źródeł płynącej z gry radochy. To nie postaci powinny równać do najgłupszego, to przygoda, jak pisze Gerard powyżej, powinna być tak skonstruowana, by każda postać mogła swoje unikalne talenty wykorzystać.
17-08-2011 15:05
Zula
   
Ocena:
0
Czyli będziemy jednak dyskutować "o byciu pierdołą". Może być. :D

Osoba grająca pierwszy raz ma prawo do błędów i warto im przeciwdziałać, choć w granicach rozsądku. Taki uczestnik larpa dopiero poznaje swoje możliwości, zwykle jest dość zestresowany i niekiedy potrzebuje wskazówek o charakterze ogólnym. ("On nie wyzywa Ciebie, tylko Twoją postać, nie obrażaj się" albo "Słuchaj, jak bohater czegoś nie ma, to może zdobyć w pojedynku, ukraść albo kupić".) Tak samo pytanie jakiegokolwiek gracza, dlaczego siedzi w kącie i nic nie robi jest całkowicie zrozumiałe.
Uważam jednak za przesadę, gdy MG zastępuje gracza w działaniach (wygłasza za niego mowę, walczy, targuje się etc.), bo jest to rozwiązanie chwilowe i wcale nie poprawiające realizmu gry.
Gracz, którego tak jawnie zastępuje MG, jest postrzegany przez większość współgraczy jako osoba, która sama sobie nie poradzi z postacią, co ma wpływ na interakcje w grze. ("Skoro jest AŻ TAK beznadziejny, że musi za niego grać MG, to coś tu jest nie tak, prawda?") Nie, żeby ktoś go miał biczować, ale powiedzmy sobie szczerze, że my, współgracze, patrzymy na niego przez pryzmat takiej "larpowej paraolimpiady" i nie mamy najlepszego zdania. Co więcej, we własnym przekonaniu taki gracz też często ma się za kogoś gorszego, porównując do samodzielnej reszty. (Nie róbmy z larpa przytuliska czy poradni psychologicznej, ale gracz z tak podkopaną pewnością siebie, to już na pewno nie da sobie rady z żadną przemową.)
Nie wiem, czy ujęłam wystarczająco czytelnie i zgrabnie, o co mi chodzi. Odnoszę wrażenie, że kłopot z "wyrównywaniem szans" zaczyna się, kiedy gracz ze względu na brak umiejętności nie potrafi udźwignąć postaci, a pomimo to otrzymuje ją od MG, który potem musi mu ciągle pomagać.

Co się tyczy bród - jeden krasnolud bez brody jest w porządku, jeśli zostało to wyjaśnione w jego historii. Ale gdy konwencja larpa przyjmuje długie brody, to ośmiu wojowników z toporami i młodzieńczym puchem na wardze oznacza ni mniej, ni więcej, tylko to że gracze mieli w dupach stroje. (Przy odrobinie zachodu można mieć realistyczną brodę. Gdyby panowie poprawnie dbali o swoje doklejane zarosty, myli ręcznie w zimnej wodzie, rozczesywali tylko wilgotne, używali płynu antystatycznego i robili z nimi wszystko to, na co wskazują ulotki, nie zmieniałyby się tak szybko w kawałki zwełnionej szmaty. Tego akurat warto się nauczyć od miłośniczek mangi i cosplayów.)

I jeszcze odniesienie do zagadnienia Zioła - krótko i rzeczowo - ważne, by postać była ciekawa. Niestety, miałam styczność z MG, którzy oznaczali swoje karty postaci kropkami (jedna kropka to "najłatwiejsza", pięć to "najtrudniejsza postać"), co sprowadziło do rozróżnienia bohaterów na rycerza i statystę-drzewo.
17-08-2011 15:17
Ziolo
   
Ocena:
0
Spieszę z tłumaczeniem. Napisałem "równa w obliczu gry", a nie "taka sama". Przez to miałem na myśli dokładnie to, co napisałeś, Cherokee. Niestety najczęstszym widokiem jest inna nierówność. Np. wspominany w jednym z przykładów "książę" może uczestniczyć w balach i dworskich intrygach, konkurować o dziedzictwo tronu ze swoimi dwoma braćmi, walczyć o względy pięknych dam, przemawiać do zgromadzonego motłochu, knuć spisek z magicznym artefaktem w tle, zarządzać ruchem wojsk, brać udział w turnieju rycerskim i robić mnóstwo innych, ciekawych rzeczy. A "żebrak" może za to... żebrać. I tyle. Nic więcej. Ileż ja już razy widziałem tak skonstruowane gry.

Znowuż - można się rozpisywać i rozpisywać. Ja nie chcę zmieniać tematu - zauważyłem jedynie, że odejście od tego (powszechnego niestety, raz jeszcze to podkreślę) rozdzielenia na postaci mniej ważne i "ważniejsze", "kluczowe" itd. może znacznie pomóc w przypadku rozwiązywania problemów poruszanych tutaj.
17-08-2011 15:26
~Kula

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@Gerard
"Może dla ułatwienia dyskusji postawię swoje założenie w jak najprostszej formie: uważam, że mechanika LARP-a oparta w większości na odgrywaniu (np. sprawnościowa) jeśli nie zostanie odpowiednio sztucznie zbalansowana, będzie prowadziła do nadużyć które będą psuły fabułę LARP-a. Będzie to też prowadziło do faworyzowania jednych graczy kosztem drugich."

No i tu się nie zgadzamy od początku i kompletnie.
Moim zdaniem sztuczne i mechaniczne wyrównywanie szans prowadzi do nadużyć, które psują fabułę LARPa. Sprawnościowa mechanika i prawidłowy dobór par GRACZ / ROLA to sprawdzony sposób na zrobienie dobrej gry.

Moje założenie - minimum mechaniki. Mechanika jest potrzebna wtedy, kiedy nie jesteśmy w stanie czegoś odegrać. Dotyczy to w pierwszym rzędzie magii / religii / psioniki.

Potem długo... długo... Nic.

"Nie trudno jest mi wyobrazić sobie taką scenkę, w której żebrak ze sztyletem pokonuje postać rycerza, która miała być "największym wojownikiem w królestwie" i tym samym totalnie burzy Twoją koncepcję fabuły LARP-a."

Zdarzało się tak w życiu, zdarzało się to i na LARPie.

"Z perspektywy czasu, jako MG, zastanawiasz się, co poszło nie tak..."
Napisałem niestabilny scenariusz?

"Dopiero z czasem rozpoczęła się wędrówka w stronę immersji, i mechanik opartych o odgrywanie, wyszukanych strojów, charakteryzacji itd. Poniekąd pod wpływem gier terenowych, poniekąd na skutek wpływów z zagranicy."
Cóż, ja znów widzę odwrotnie skierowany wektor. Od pierwszych Orkonów, LARPy szły w stronę wyszukanych strojów, charakteryzacji itd. Dopiero z czasem coraz popularniejsze robiły się coraz bardziej umowne gry, aż po ostatnią eksplozję JeepForms.

"Na szczęście reżyserowie teatralni czy filmowi nie są tacy powierzchowni w swoim wyborze aktorów jak Ty i wybierają ich pod kątem wielu cech, a nie tylko wyglądu."
Przypuszczam że to właśniejest powodem ogromnej kariery Orlando Blooma, Jennifer Aniston, MAłgorzaty Sochy i całej reszty której nei będę wymieniał. Proszę cię, ad rem :)

"Musisz obsadzić na LARP-ie rolę pewnego księcia. Książę w zamyśle ma być przystojny, charyzmatyczny i w dodatku machać mieczem jak sam huragan (taki Jaimie Lannister się kłania)."
I już podarujmy sobie ta symulację, bo takie postacie pisze się pod konkretnego gracza. Jeśli w ogóle, bo dla mnie to przepis na NPCa który ginie w pierwszym akcie. Gracz odstawałby na kilometr od reszty postaci - dochodzimy do uwagi zrobionej przez Zioła.


"To, czego moim zdaniem Mistrzom Gry brakuje - to ochoty i czasu na BRIEFING.

Niestety jeden z wielu grzechów MG."
Nie. To jest kardynalny i podstawowy błąd większości MG, zwłaszcza na stacjonarnych konwentach.

"Zaryzykowałbym stwierdzenie, że jeśli chcemy rzeczywiście zrobić takiego idealnego LARP-a, gdzie każdy ma zajebiście dobraną rolę pod siebie, gdzie parametry fizyczne gracza wcale nie przeszkadzają a wręcz nakręcają fabułę, to musimy przeprowadzić przed grą solidny wywiad z graczem i stworzyć postać razem z nim."
Nie trzeba robić postaci z nim - ów solidny wywiad, dobre oko - wystarcza.

@Zula & Zioło - zgadzam sie z wasyzmi postulatami.

Zwłaszcza z jednym - że są lepsze miesjca na takie dyskusje. Proponuje panel na "gołe klaty" w LARPowym gnieździe rozpusty, czyli np na Innych Sferach we Wrocku. Pogadajmy o immersji i równougraczowieniu na LARPach hm? Rzucam ci tym samym bezpieczny piankowy sztylet i foliowy pasek życia pod nogi, pozostawiając prawo wyboru moderatora ;)
17-08-2011 15:26
Gerard Heime
   
Ocena:
0
@ Zula
Ok, przyznam szczerze, że nigdy nie byłem świadkiem sytuacji, gdy MG zastępuje gracza nie radzącego sobie z grą i jest to dla mnie dość abstrakcyjna sytuacja.

Jak jednak ustosunkujesz się do handicapów typu "dam mu więcej złota albo pasków życia", o ile oczywiście handicap pasuje fabularnie do postaci?

Co do bród jeszcze, mnie generalnie coś takiego niezbyt przekonuje:
http://rekwizytorium.pl/index.php/ pl/produkty/charakteryzacja/peruka-ze-sztuczna-broda-krasnolud-szpakowata.html

Wolę już, jak facet zapuści te swoje kilkanaście mm naturalnego zarostu.

Choć oczywiście ważne jest dbanie o charakteryzację i przychylam się do apelu.

EDIT

@Zioło
Ok, dobra, trochę się nie zrozumieliśmy. Ale to co opisujesz to już po prostu patologia i myślałem, że oczywiste jest, że wszyscy jak jeden mąż z nią walczymy.

@Kula
Widzę, że po prostu mamy zupełnie inne podejście do niektórych tematów i po prostu nie jesteśmy w stanie tego przeskoczyć.

W skrócie: ja wierzę w jakiś tam idealny model LARP-a ale rzeczywistość go zwykle brutalnie weryfikuje. Dlatego stosuję LARP-owe prawa Murphy'ego. Dążę do tego, by moje LARP-y były jak promy kosmiczne - miały sporo rezerwowych układów które mają zadziałać w sytuacji, gdy coś pójdzie nie tak. Stąd np. wierzę w to, że mechanika i fabuła powinny iść ze sobą za rączkę.

I lata doświadczeń z LARP-ami nauczyły mnie, że każdy LARP ma jakiś słaby punkt, którego trzeba bronić jak oka w głowie, inaczej wszystko się rozejdzie w szwach. Jest po prostu za dużo rzeczy, które mogą pójść nie tak, przy 20-30 graczach. A co dopiero większej ilości...

Wierzę w to, że najfajniejsze LARP-y się szyje pod konkretne osoby albo z udziałem tych osób i, że potrzeba bliskiej współpracy MG-gracz żeby to zadziałało. Graczom konwentowym - z przypadku - okazuję zasadę ograniczonego zaufania. A gdy znam gracza, to po prostu wiem, czego się spodziewać i jakiej roli mu nie dawać, a w jakiej się sprawdzi.
17-08-2011 15:32
Zula
   
Ocena:
0
Podoba mi się pomysł Kuli, by porozmawiać o tym na Innych Sferach. Ba, żeby o wszystkim dyskutować na Innych Sferach. W końcu to świetny festiwal i warto na niego przyjechać! ;)

Co do handicapów - jeśli ktoś dostaje więcej złota, bo jego postać powinna być bogatsza, a ktoś inny więcej pasków życia, bo jest wojownikiem, to wydaje mi się to całkowicie normalne. Uważałabym jednak, by pomimo takiego dostosowania mechaniki nie dawać takich postaci graczom, którzy ewidentnie sobie z nimi nie poradzą. (Rola bankiera dla kogoś, kto ma problem z podstawową matematyką albo wojownika, dla kogoś kto traci pięć pasków w ciągu minutowego starcia - nie, to nie jest dobrze rozdana rola.)
17-08-2011 16:52
Gerard Heime
   
Ocena:
0
Pomysł Kuli mi się podoba, ale niestety szanse, że będę na IS, są nikłe :(

Wydaje mi się, Zula, że doszliśmy do porozumienia, ponieważ w pełni się zgadzam z tym co napisałaś :-)
17-08-2011 18:27

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.