» Blog » Kultura ucieczki
26-02-2012 12:58

Kultura ucieczki

W działach: przemyślenia | Odsłony: 2

Disclaimer: poniższy tekst w pesymistyczny, subiektywny sposób przedstawia to, jak funkcjonuje nasze społeczeństwo. Na zachętę powiem, że oprócz polityki czy ekonomii będzie też trochę o fantastyce i grach. Jeśli nie lubisz wysłuchiwania w sieci narzekania innych ludzi, to nie czytaj. Nie przedstawiam poniższych przemyśleń jako prawdy objawionej i szczerze chciałbym by postawiona diagnoza była nieprawdziwa.

Być, znaczy mieć
Żyjemy w społeczeństwie masowej konsumpcji, która jest motorem naszego postępu. Marnujemy blisko 2/3 wyprodukowanej żywności i celowo projektujemy przedmioty codziennego użytku tak, by się szybko zużywały (tzw. planned obsolescence). Zaciągamy kredyty konsumpcyjne, dostajemy od banków karty kredytowe i w efekcie wydajemy środki, których nie mamy. Wszystko po to, by konsumować więcej, więcej i więcej, by nie wypaść z konsumpcyjnego cyklu. Uda nam się dostać awans, zarobić więcej? W efekcie konsumujemy więcej, dochodzi do tzw. inflacji stylu życia. Zakopujemy się głębiej w cyklu i już się z niego nie wyrwiemy.

Obecny system redystrybucji dóbr sprzyja temu 1% u władzy i pogłębia przepaść między pozostałymi 99% społeczeństwa. Jest jednak akceptowany, ponieważ daje ludziom "szczęście". Właściwie - zaspokojenie. Póki konsumujemy, jesteśmy ukontentowani.

Chleba i igrzysk
Kryzys ekonomiczny wstrząsnął nieco obecnym systemem: popyt na konsumpcję nie zmalał, ale zmalała podaż. Przeciętny Kowalski patrzy na rosnące ceny paliw i czuje narastającą frustrację.

Już starożytni Rzymianie wiedzieli, że utrzymanie społeczeństwa w ryzach wymaga chleba (zaspokojenia konsumpcji) i igrzysk (rozrywki). Gdy konsumpcja spada, zaczyna się bardzo liczyć dostęp do rozrywki.

Dygresja - w dzisiejszych czasach konsumpcja ma znamiona rozrywki, bo kupujemy rzeczy, które nie zaspokajają ważnych potrzeb, lecz mają uczynić życie wygodniejszym, przyjemniejszym.

Opór społeczeństwa wobec ACTA to tak naprawdę opór przeciwko ograniczeniu dostępu do rozrywki. Internet wypełnia rolę telewizji: to źródło powszechnej darmowej (dzięki freeware lub piractwu) rozrywki dla mas.

Idealizacja indywidualizmu
Kapitalizm i demokracja oparte są uwielbieniu dla indywidualizmu. Jesteś wyjątkową, unikalną jednostką: możesz osiągnąć wszystko! Ta myśl towarzyszy młodemu człowiekowi od przedszkola po studia. Od pucybuta do milionera, od chłopa do premiera. To kłamstwo gwarantuje, że społeczeństwo nie będzie się burzyć. Bo każdy, potencjalnie, ma dostęp do bogactwa i władzy. Każdy ma szansę zostać częścią tego 1%.

Ilu Polaków płaci "podatek od marzeń" jakim jest lotto? Statystyki zawartych zakładów to wartości rzędu 2,5mln. A przecież większość zwycięzców lotto konsumuje wygraną i wraca do swojego dawnego stylu życia. Na takiej samej zasadzie działają MLM i inne "sekciarskie" schematy biznesowe: obiecują dołączenie do klubu inwestorów, ludzi, na których zarabia ich własny kapitał.

Ale to kłamstwo. Nie jesteśmy unikalnymi, magicznymi płatkami śniegu. Jeden na stu, może jeden na tysiąc ma szansę rzeczywiście dołączyć do klubu 1%. Dzięki wybitnemu talentowi czy ciężkiej pracy zbiją fortunę na jakimś startupie (modna ikona sukcesu i indywidualizmu ostatnich lat). Większość z nas odziedziczy swój status majątkowy po rodzicach, będzie pracować od 9 do 17 by spłacić kredyt na dom i samochód, wychowa swoje dzieci... cykl się zamknie.

Indywidualizm ma jeszcze jeden efekt - egoizm. Społeczeństwo nie zjednoczy się przeciwko 1%, jeśli każdy wchodzący w skład tych 99% będzie chciał jak najwięcej konsumpcji dla siebie.

Dygresja - w kontekście rozrywki, nie dziwi wcale apoteoza gangsterskiego życia, od Ala Capone po gangsta raperów z West Coast. Gangster to przecież ikona człowieka walczącego z ustanowionym ładem, który w dodatku pochodzi z nizin społecznych i który wspina się na sam szczyt, żyje pełnią życia. Jednym słowem - ideał do naśladowania w kulturze skrajnej konsumpcji, indywidualizmu i egozimu.

Ucieczka w VR
Co wypełnia naszą potrzebę zaspokojenia indywidualizmu? Rozrywka, zwłaszcza rozrywka interaktywna. Komputer i Internet. Stajemy się gwiazdorami portali społecznościowych i demotywatorów, albo chwytamy za pada i tłuczemy smoki, by zostać bohaterem cyfrowego świata.

W najbardziej skrajnej postaci tego zjawiska, świat wirtualny staje się ważniejszy, niż świat realny. Stan posiadania w grze (magiczny miecz, kryształowa zbroja) staje się symbolem statusu takim samym, jak sportowy samochód w realu. Dochodzi nawet do transferu środków z RL do VR, gdy za ciężko zarobione pieniądze kupujemy wirtualne przedmioty, walutę - dajemy się drenować systemowi mikropłatności. Od World of Warcraft po Second Life, wirtualna waluta i stan posiadania, przynależność do "wirtualnego 1%" rekompensują nam brak analogicznego sukcesu w naszym świecie. Sukcesu, w kulturze którego zostaliśmy przecież wychowani. Jedno kliknięcie, i możemy porównać statystyki postaci, achievementy, przekonać się, że mamy fajniejszy sprzęt niż kumpel z pracy. Że jesteśmy "lepsi".

W kulturze postępującej seksualizacji życia i oceniającej ludzi według fizycznego piękna, Internet zapewnia też oderwanie od niedoskonałości swojego ciała. Daje nam możliwość dowolność kreowania swojego wizerunku (od photoshopowanych zdjęć po avatary w grach online). Internetowa pornografia staje się substytutem prawdziwego seksu - wystarczy kilka kliknięć i dowolna gorąca modelka może być "nasza".

W kontekście tego wszystkiego nie dziwi ucieczka do światów fantastycznych, wymyślonych. Pozwalają one na skuteczniejszy eskapizm, niż realia współczesne czy historyczne. W rezultacie fantasy czy SF pojawiają się w grach komputerowych bardzo często.

Dygresja - w kontekście powyższego, można powiedzieć, że gry fabularne są tak samo eskapistyczne, ale mniej nastawione na konsumpcjonizm - przynajmniej na polskim poletku. Na zachodzie, z masą figurek i innych akcesoriów, granica się zaciera. Podobnie inne, pokrewne do naszego hobby, takie jak bitewniaki czy karcianki, zapewniają po prostu inne opcje ucieczki.

Science Fiction - nasza nadzieja
W moim przekonaniu przewaga SciFi nad fantastyką objawia się m.in. w tym, że SF pokazuje rzeczy, które potencjalnie mogą się zdarzyć (na marginesie, SF jest też świetnym medium do krytyki społeczeństwa). Rosnąca popularność transhumanizmu jest tego wyrazem. Kto nie chce marzyć o tym, że choroby zostaną wyeliminowane, ludzie będą żyć wiecznie, i każdy będzie miał równy dostęp do wszystkiego, ponieważ materią będzie można manipulować w dowolny sposób? Szybki rozwój nauki (będący przecież w sprzężeniu zwrotnym z szalonym tempem konsumpcji) przyjmujemy z radością, ponieważ daje nam nadzieję na realizację tych wszystkich marzeń. Ale czy tak rzeczywiście się stanie? Czy ten 1% na to pozwoli?

Dygresja - być może popularność postapokaliptycznych wizji przyszłości wiąże się z tym, że dokonuje się tam rozbiór starego ładu i powstanie nowego, w którym każdy ma takie same szanse na wygraną.

W mrocznym tunelu jest jednak światełko nadziei. Obserwujemy zjawiska społeczne niespotykane do tej pory, które stały się możliwe dzięki dostępowi do środków globalnej komunikacji. Być może to jest właśnie klucz do pokonania hegemonii tego 1%. Być może właśnie o zdławienie tego typu inicjatyw walczą zwolennicy rygorystycznej kontroli Internetu (vide SOPA i ACTA).

... czy koszmar?
Ale jest mroczna strona tego medalu. Przy postępującym eskapizmie i nowych, coraz bardziej zaawansowanych narzędziach ucieczki, czy nie łatwiej, nie wygodniej będzie całkowicie odciąć się od kłopotów tego świata? Podpiąć umysł pod VR, założyć kroplówkę i cewnik, i po sprawie. A może w pełni zdigitalizować świadomość i istnieć tylko jako eksabajty danych na korporacyjnym serwerze.

I tam, nie niepokojonym, zaspokajać swoje potrzeby: żądzę sukcesu, żądzę posiadania...

Komentarze


37965

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+5
Bzdury, dyletanctwo skutkujące płytką filozofią, tekst w całości niemalże wynikający z mitów masowej świadomości. Powiedz proszę, iż to prowokacja.
26-02-2012 13:15
Gerard Heime
   
Ocena:
+8
Byłoby miło gdybyś rozwinął wypowiedź, bo trochę szkoda, żeby ciekawa opinia się zmarnowała.

Obecnie nie ma za bardzo z czym dyskutować.

Czy to prowokacja? W pewnym sensie tak. Tekst celowo jest bardzo jednostronny i skrótowy (nie rozwija haseł którymi się posługuje). Niemniej to prowokacja do dyskusji, nie do flejma, jeśli o to Ci chodzi.
26-02-2012 13:18
earl
   
Ocena:
+8
Obecny system redystrybucji dóbr sprzyja temu 1% u władzy

W zasadzie nawet mniej niż 1 % ludzi dzierży władzę na świecie. Pamiętam, jak socjolodzy w połowie lat 90. wykazali, że 90 % bogactwa na świecie jest w rękach ok. 500 rodzin. Czyli w zasadzie te 500 rodzin sprawuje władzę, bo ma niemal całe bogactwo.

w dzisiejszych czasach konsumpcja ma znamiona rozrywki, bo kupujemy rzeczy, które nie zaspokajają ważnych potrzeb, lecz mają uczynić życie wygodniejszym, przyjemniejszym.

Nie jest to trend związany z dzisiejszymi czasami. W poprzednich wiekach konsumpcja też miała znamiona rozrywki - kupowano powozy, obrazy, rzeźby, stylowe meble, budowano zamki i pałace, kamienice i dworki, zamawiano eleganckie stroje, chodzono do teatrów, oper itd. Wszystko po to, aby sprawić sobie przyjemność lub pokazać się przed ludźmi, że jest się kimś (czyli w zasadzie też sprawić sobie przyjemność).

Kapitalizm i demokracja oparte są uwielbieniu dla indywidualizmu.

Kapitalizm - tak, demokracja - nie. Demokracja bowiem to władza większości nad mniejszością. W czystej postaci może zmienić się w dyktaturę nad tymi co myślą inaczej niż nakazuje "polityczna poprawność".

Jesteś wyjątkową, unikalną jednostką: możesz osiągnąć wszystko! Ta myśl towarzyszy młodemu człowiekowi od przedszkola po studia. Od pucybuta do milionera, od chłopa do premiera. To kłamstwo gwarantuje, że społeczeństwo nie będzie się burzyć.

Z tym, że takie głodne kawałki wciskano już wcześniej zanim nastała demokracja i kapitalizm. Przypomnij sobie różnego rodzaju baśnie czy legendy, kiedy ludzie sprytni i przebiegli z ubogich chłopków stawali się potężnymi magnatami czy monarchami. Dla przykładu - legenda o Smoku Wawelskim, w której szewczyk Dratewka został królem Wiślan czy spopularyzowana przez Słowackiego bajka o Janku, który szył psom królewskim buty i dzięki temu został potężnym panem.
26-02-2012 13:51
   
Ocena:
0
Obecny system redystrybucji dóbr sprzyja temu 1% u "władzy"
A jest to sto dwadzieścia kilka megakorporacji.
26-02-2012 13:56
Szarlih
   
Ocena:
+9
"Jesteś wyjątkową, unikalną jednostką: możesz osiągnąć wszystko!"

Tyle że to jest prawda. To zdanie nie jest kłamstwem, jest manipulacją - gdy mówisz komuś "możesz (czysto teoretycznie) osiągnąć wszystko", on interpretuje to jako "osiągniesz wszystko".

I to mnie własnie wkurza wśród ludzi z mojego otoczenia - przekonanie, że jeśli coś nie jest niewykonalne, to na pewno się uda :P błagam, trochę zdrowego realizmu...
26-02-2012 14:08
Gerard Heime
   
Ocena:
+2
Ten 1% to bardziej symbol, niż prawdziwa wartość. Ale ciekawa wzmianka z tymi 500 rodzinami, sprawdzę to kiedyś.

Oczywiście, masz rację z tą konsumpcją w dawnych czasach, ale mimo wszystko wydaje mi się, że to masowa produkcja sprawiła, że konsumpcja rozrywkowa stała się masowa. Wcześniej mimo wszystko ogół społeczeństwa walczył o bardziej podstawowe potrzeby.

Z tą demokracją to chodziło mi o to, że jedną z podstaw demokracji jest równa możliwość udziału we władzy. Natomiast równa możliwość to nie jest równa szansa, a tak się często uważa.

Podobny mechanizm propagandowy istniał wcześniej, ale miał drugo- czy trzeciorzędne znaczenie w stosunku do "wiecznej nagrody w Niebie".

EDIT:
A, i żebyśmy mieli jasność, bo nie napisałem tego wprost: tezy z felietonu nie wykluczają możliwości wyrwania się z cyklu konsumpcji. Przecież istnieją całe kontrkultury które na tym bazują.
26-02-2012 14:09
Atum
   
Ocena:
+11
Panie kiedyś to było dobrze! Wszyscy byli równi, a redystrybucja dóbr sprawiedliwa! Co to się porobiło...
26-02-2012 14:38
Gerard Heime
   
Ocena:
+5
A to jest dopiero cienka prowokacja :P

Tak, redystrybucja dóbr była sprawiedliwa "kiedyś" - mniej więcej na poziomie pierwotnej wspólnoty, która z jednej strony dzieliła dobra wg zasług, ale z drugiej - dbała o członków chorych czy w wieku nieprodukcyjnym.

Panie, to były czasy, jak się brało Uga i Buga i szło na mamuty polować!
26-02-2012 14:47
~Jeszcze większy pesymista

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Skoro już prowokujemy, to prędzej 99% zostanie poddane eugenice przez 1%(znaczy pewnie proporcje będą inne- klasa średnia pewnie ocaleje) niż będzie odwrotnie.
26-02-2012 14:50
Gerard Heime
   
Ocena:
0
Bo ja wiem, czy klasa średnia ocaleje (i w jakim stopniu)? Już teraz się mówi o zaniku klasy średniej w takich państwach zachodu, jak USA. Nie wiem na ile jest to wiarygodne, bo aż tak się tym tematem nie zajmowałem.
26-02-2012 14:58
oddtail
   
Ocena:
+14
Gerardzie, wszystko co napisałeś, to prawda. Ale co z tego? Czemu przejmować się tym, co robi ogół ludzkości? Dzisiaj też można zarabiać tyle, by dało się przeżyć i być szczęśliwym, po prostu żyjąc. Owszem - wszystko, od rozrywek po samorozwój kosztuje, ale jeśli znajdzie się właściwy balans między "być" a "mieć", konsumpcja nie przesłoni całej reszty.

Ludzie nigdy nie byli w swojej masie świadomi, szczęśliwi i rozsądni. Żyjemy jednak w najpiękniejszej epoce od zarania dziejów, bo ludzie którzy chcą wrzucić niższy bieg i zająć się w życiu tym, co ważne nie muszą już poświęcać 90% swojego czasu na pracę.

Nie zgadzam się też, że redystrybucja dóbr była sprawiedliwa w pierwotnej wspólnocie. To jest jakiś mit szlachetnego dzikusa. We wspólnocie pierwotnej reguły są po prostu inne. O tym, że dóbr zdecydowanie częściej zwyczajnie brakuje aż szkoda wspominać...

Przy okazji - dóbr nigdy nie dzielono według zasług. Dobra zawsze brał sobie ten, kto miał dość siły, by je zdobyć i utrzymać. Czasem własną pracą, czasem pracą innych, a czasem po prostu z maczugą w ręku lub grożąc mieszkańcowi sąsiedniego szałasu.

Ogólnie mówiąc, nie narzekam na to, jak jest.
26-02-2012 15:05
Gerard Heime
   
Ocena:
0
Oddtail, jasne, to jest właśnie to, co pominąłem w (z założenia) subiektywnym wywodzie. Można. Tylko potrzeba trochę samoświadomości. A realizację zastępuje często ucieczka od zmartwień plus prokrastynacja, bo to po prostu łatwiejsze.

Co do pierwotnej wspólnoty, to można by dyskutować. Musielibyśmy jakiegoś etnologa ściągnąć do dyskusji. Niemniej wydaje mi się, że obecnie zachowane przykłady takich wspólnot wskazują na bardziej pozytywną budowę relacji niż sugerowana przez Ciebie.

A całość felietonu generalnie wzięła się ogólnie z rozmyślań na temat gier fabularnych i tego na ile są one eskapistyczne, i na ile eskapizm jest szerszym trendem. Skończyło się na tym, że RPG w felietonie jest niewiele.
26-02-2012 15:18
oddtail
   
Ocena:
+5
Gerard: pierwotne wspólnoty toczą między sobą wojny, pierwotnej wspólnoty dotykają susze, klęski głodu i katastrofy - cyklicznie, stanowiąc normę i regularne zdarzenie, a nie - jak w krajach rozwiniętych - tragedię na pierwsze strony gazet. W pierwotnej wspólnocie bardzo często jest człowiekowi wyznaczana sztywna rola, którą w najlepszym razie może zamienić na inną, sztywną rolę. W pierwotnej wspólnocie - żeby podać przykłady pierwsze z brzegu - ideały feministyczne, dążenie do wiedzy, humanizm nie są realizowane - wszystko to są "wynalazki" rozwiniętej, zachodniej cywilizacji.

Proste życie we wspólnocie pierwotnej nie jest z gruntu złe, ale jest w niej miejsce dla stu rzeczy, które ja uważam za złe lub niekorzystne. Nie muszę udawadniać, że jestem mężczyzną zabijając swojego pierwszego lwa, moja wartość jako mężczyzny nie jest mierzona tym, ile spłodzę potomstwa, sąsiednie plemię nie najedzie mojego domu i nie posiądzie mojej kobiety, a do tego mam na przykład możliwość kupienia i przeczytania ostatnio wydanej książki.

Nawet jeśli wszystko inne w danej kulturze pierwotnej działa jak w zegarku, współczesny, rozwinięty świat Zachodu pozwala każdemu żyć w większym stopniu po swojemu. Po swojemu można pracować, po swojemu odpoczywać, kochać, podróżować, jeść i myśleć. A także konsumować, jeśli komuś to akurat pasuje.

Jeśli wskażesz mi kulturę pierwotną, w której mam aż taką intelektualną, seksualną, zawodową etc. swobodę jak obecnie, może zmienię zdanie ;) Problem tkwi tylko w tym, że od swobód do wolności jeszcze daleka droga, a współczesna cywilizacja sprawiła, że o tym zapomnieliśmy.

Ale mnogość opcji mamy zawsze. Jak jeszcze nigdy dotąd. I to nie jest dwudziestopierwszowieczny mit. Żadne z ograniczeń dnia dzisiejszego nie powstało wczoraj, a wiele ograniczeń z przeszłości zmniejszyło się lub znikło.
26-02-2012 15:52
Jean de Lille
   
Ocena:
+5
"Nie muszę udawadniać, że jestem mężczyzną zabijając swojego pierwszego lwa, moja wartość jako mężczyzny nie jest mierzona tym, ile spłodzę potomstwa, sąsiednie plemię nie najedzie mojego domu i nie posiądzie mojej kobiety" - ostatnie to bzdura, a pozostałe to kwestia gustu - są ludzie, którzy woleliby polować na lwy niż na klientów, a liczne potomstwo jako konkretny wkład w przyszłość społeczeństwa może się wydawać lepszym miernikiem wartości mężczyzny niż np. wirtualne korporacyjne stanowisko z wirtualnym zakresem mało użytecznych obowiązków. Co kto woli.

To prawda, że współczesna cywilizacja zachodnia umożliwia statystycznie większą wolność i daje większe szanse samorealizacji niż np restrykcyjny system plemienny. Daleki jestem od idealizacji wspólnoty pierwotnej. (na marginesie - "ideały feministyczne, dążenie do wiedzy, humanizm nie są realizowane - wszystko to są "wynalazki" rozwiniętej, zachodniej cywilizacji." - kolejna bzdura, dążenie do wiedzy jest realizowane od 400 tysięcy lat, sytuacja kobiet była lepsza w wielu społecznościach starożytnych niż w Europie XX wieku, uważanego przez wielu za najlepszy czas cywilizacji zachodniej). Skłaniam się raczej do twierdzenia, że mentalność plemienna ze wszystkimi swoimi restrykcjami ma się całkiem nieźle, a życie po swojemu... człowiek ma tyle wolności, ile jej wykorzystuje. Podobno żyjemy w społeczeństwie masowym. Co masowość, oparta na uniformizacji i słusznej z ekonomicznego punktu widzenia kalkulacji, że najlepsze jest to, co znajduje najwięcej odbiorców, ma wspólnego z życiem po swojemu, z indywidualizmem? Ale też model społeczny nie jest niczemu winien - problemem jest to, że człowiek uszył ten model na kogoś dwa rozmiary większego, zapatrzony w Oświeceniowy ideał człowieka - giganta rozumu, choć powinien raczej przyjrzeć się swiftowskiemu Jahusowi.

Powiedz mi natomiast, Gerardzie, czy kultura ucieczki jest najgorszą opcją w świecie, w którym postęp techniczny oraz organizacyjny wydatnie zredukował niezbędną do podtrzymania systemu gospodarczego ilość pracy przypadającą na głowę obywatela, w którym moc produkcyjna dawno przekroczyła potrzeby gatunku, i to pomimo ogromnego przyrostu naturalnego? Nakarmić ludzkość, ubrać ludzkość - to się jeszcze jakoś da zrobić, przynajmniej teoretycznie, bo wytwarzamy dość. Tylko - co my zrobimy z tymi wszystkimi ludźmi? Stosunek siły wytwórczej do siły konsumpcyjnej rośnie na korzyść tej pierwszej. Wytwarzamy więcej, niż możemy zeżreć, nawet jeśli zaprosimy do stołu cały Trzeci Świat i dopchniemy go naszą własną, zmarniałą zachodnią biedą. Równocześnie, w konsekwencji powyższej tendencji ilościowy stosunek wytwórców do nabywców kształtuje się odwrotnie. Zatem ponownie - co zrobić z tymi wszystkimi ludźmi, których nie potrzeba w gospodarce? VR czy KZ?
26-02-2012 19:03
   
Ocena:
+1
O dziwo.
Zgadzam się z paralaktycznym
Nie w tonie, ale sensie.
26-02-2012 19:46
oddtail
   
Ocena:
+2
Jean de Lille: dążenie do wiedzy samej w sobie jest wynalazkiem dość nowym. W kulturach pierwotnych nie bez powodu nie rozwijała się nauka i technika. Potrzeba wiedzy na temat świata dookoła była zaspokajana mądrością przekazywaną przez starsze i mądrzejsze osoby. Ciekawość intelektualna jest może i naturalną cechą ludzką, ale jej realizacja w postaci mniej lub bardziej systematycznego zdobywania wiedzy - to już wrażliwość nabyta.

Co do zabijania lwa vs polowania na klientów: na lwa będąc członkiem niektórych plemion środkowej Afryki polować bym musiał. Względnie mógłbym zostać, powiedzmy, szamanem. Albo absolutnie nic nie znaczyć w grupie. Pracować w handlowości i łapać klientów zaś nie muszę. Co więcej, to gdzie pracuję i co robię to kwestia mojej kariery. Karierę mogę robić albo mogę ją całkowicie ignorować. Co więcej - co bym robił albo czego nie robił, nie narażam się na aż takie wykluczenie, jakie grozi mi za "niepożądane" zachowanie w mniejszej społeczności. A jak moje lokalne "plemię" mnie wykluczy, jest szansa że znajdę inne, inną grupę która mnie bardziej zaakceptuje i do której bardziej pasuję.
26-02-2012 20:50
Gerard Heime
   
Ocena:
0
@Jean de Lille

Zacznijmy od tego, że "nakarmić ludzkość, ubrać ludzkość" to wciąż króliczek, którego gonimy, ale nie możemy złapać.

Ja mam pewną wizję, wizję aż nazbyt idealistyczną: uważam, że gdybyśmy rzeczywiście nauczyli się współpracy, nauczyli się zarządzać zasobami naszej planety w sposób optymalny, bylibyśmy w stanie osiągnąć - jako ludzkość - bardzo dużo.

Chyba najlepszym przykładem tego, że gdy chcemy, to możemy, jest wyścig kosmiczny: od 60 lat nie wylądowaliśmy na Księżycu, bo mamy inne priorytety.

I tak - dla mnie kolonizacja kosmosu byłaby naprawdę szczytem marzeń. Jeśli do końca swojego życia zobaczę stałą kolonię na innym ciele niebieskim, będę wniebowzięty.
Jeszcze bardziej wniebowzięty będę, jeśli ktoś zdigitalizuje mój mózg i zapakuje świadomość do sklonowanego ciała, ale na to na razie nie ma co marzyć.

Jeśli ktoś potrzebuje mierzalnych "kamieni milowych" w rozwoju ludzkości, to wystarczy wykorzystać skalę Kardaszewa ;-)
26-02-2012 20:55
earl
   
Ocena:
+1
@ Gerard

Kto wie, młody jeszcze jesteś, więc masz szansę, by Twoje marzenia się ziściły. Podobno Chińczycy chcą do 2049 roku wylądować na Marsie, więc kto wie, czy to oni nie założą gdzieś pierwszej ludzkiej kolonii w kosmosie, jeszcze za Twojego i mojego życia.

@ oddtail

Technika rozwijała się w kulturach pierwotnych, chociaż odbywało się to w sposób powolny. Niemniej jednak ludzie, zmagając się z coraz to nowymi wyzwaniami, musieli też opracowywać nowe sposoby sprostania im. Stąd uczyli się wykorzystywać wszystkie te rzeczy, których dostatek mieli wokół - kamienie, drewno itd, tworząc pierwsze narzędzia, broń, ułatwiające im walkę czy uprawę roli.
26-02-2012 22:18
40346

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Gerard:
Co znaczy optymalne zarządzanie zasobami? Czyli jakie?
Zresztą wyczerpywalność zasobów to bajka (np. ropy).
26-02-2012 22:24
earl
   
Ocena:
0
Optymalizacja, wg politologii, to kumulacja 3 czynników: aksjologicznego (podejmowane decyzje i działania muszą być zgodne z wartościami rządzonych), społecznego (muszą mieć poparcie całego społeczeństwa) i prakseologicznego (muszą osiągnąć maksymalnie możliwy efekt przy możliwie minimalnych nakładach). W tym wypadku chodziłoby o to, żeby surowce były poddane takiej dystrybucji, aby wszyscy byli zadowoleni a zasobów starczało na jak najdłużej. Jest to oczywiście utopia, ale każdy porządny polityk dąży by jednak poziom optymalizacji był jak najwyższy i udało się zadowolić jak najwięcej osób w jak najbardziej efektywny sposób.
26-02-2012 22:35

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.